Przyprawiona Ekipa wsparła WOŚP, że hej!

Posted on

Dzień dobry!

Czas na wyznania. W styczniu dokonaliśmy czegoś pięknego, wspólnymi siłami zebraliśmy sporo złotówek dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dziś w ramach podsumowania i podziękowania opowiem Wam jak wyglądała droga od pomysłu do skarbonki wartej ponad 900 polskich złotych.

Wiecie jednak, że to mój teren i nie powstrzymam się przed żywieniowymi odniesieniami. Przecież to nie koniec dzielenia się z Wami wiedzą! Nadal wielu ludzi musi żyć bez świadomości jakie żarty znalazły się w ebooku. ?

Jak to w takim razie było?

Jaka dieta jest dla Ciebie? Taka, która pomogła.


Dawno, dawno temu… kiedy jedna dieta była skuteczna

Skończyłam studia i nadszedł czas, by teraz zdobytą wiedzą się podzielić (chętnych, którzy nadal nie do końca wiedzą co dietetyk może odsyłam o tutaj) . Tylko co ja mam mówić, jak po tylu latach nikt nie powiedział jaka dieta jest dobra dla wszystkich? Ktoś coś o śródziemnomorskiej, ale zaraz drugi, że ryby to tak jednak zanieczyszczone i ta oliwa w Polsce to jakaś niepewna. Potem oczywiście awantury o gluten i laktozę. Kogo słuchać, jak wszyscy to eksperci w swoich dziedzinach?

Okazuje się, że wszyscy mieli rację. Nie ma jednej słusznej diety. Jest mnóstwo uniwersalnych podstaw, które sprawdzą się u większości, ale nic nie działa u wszystkich. Pamiętacie z ebooka, czy osoba uczulona na orzechy powinna je jeść, bo są powszechnie uważane za zdrowe? Absurd!

W tym naszym życiu na 5. biegu wrzućmy na luz i pomyślmy przez chwilę, za czyją dietą gonimy?

Tak właśnie powstał pomysł na lekko żartobliwy plik tekstowy, który miał uświadomić jak bardzo frustruje nas nasza dieta.

Okładka ebooka dla WOŚP "Jaka dieta jest dla Ciebie?"

Jak rozesłać w świat wieść, że dieta bez poświęceń jest możliwa?

Kiedyś opowiem Wam dlaczego ten blog w ogóle istnieje, ale dziś kontynuuję drogę ebooka.

Plik miał Was przyciągnąć. Tworzyłam go z myślą darmowego produktu, który otrzyma każda osoba zapisana do mojego newslettera. Plik powstał, a mój sztab kryzysowy w postaci siostry i męża stwierdzili, że można z tego zrobić coś więcej.

Tym „więcej” okazał się WOŚP. Mechanizm miał być prosty – wystawiamy ebooka, każda osoba po zakupie dostaje produkt, a pieniążki wpadają do wirtualnej skarbonki. Tegoroczny Finał był o tyle szczególny, że zbiórka dotyczyła między innymi oddziałów dziecięcej laryngologii. To temat dość bliski naszej rodzinie, więc impuls emocjonalny był znacznie silniejszy.

Tylko… technologia. Problemy logistyczno-techniczne pokonały nas na starcie i okazało się, że musimy otwierać sklep. Ba! Ja muszę go otworzyć! Co prawda sprzedawałam już w życiu mokry piasek, książki, ubrania, buty czy ekologiczne produkty spożywcze, ale większość z nich dotyczyła nielegalnych działalności prowadzonych w szkolnej piaskownicy lub pokoju mojej siostry.

W tym czasie zmotywowana byłam jak pacjent szpitala, gdy dowiaduje się, że prawidłowa dieta poprawi jego stan zdrowia i samopoczucia. Czytałam regulaminy, poznałam szereg dziwnych skrótów i ich prawdziwego znaczenia – od RODO zaczynając, szukałam sposobu na ułatwienie Wam płatności i dowiedziałam się, że za dużo ważę. No dobra, nie bezpośrednio ja, ale moje zdjęcie. Wiele kaw później mogłam ogłosić Wam gdzie i jak możecie wesprzeć WOŚP.


Ludzie chcieli pomagać

Zaczęła się magia. Pierwsze zamówienia posypały się natychmiast. Grosz do grosza i nasza skarbonka zaczęła puchnąć. Byłam tak zestresowana, że odrywałam się od wszystkiego, by tylko sprawdzić, czy zamówienie jest zrealizowane, nic się nie wysypało i złotówki w skarbonce leżą bezpiecznie.

Uzbieraliście 920zł. W monetach 1zł skarbonka ważyłaby 4,6kg!

Znam wszystkie osoby, które złożyły zamówienia. Za każdym jednym nazwiskiem stoi osoba, której mogę prywatnie podziękować (lub dziękuję teraz, publicznie). Nie dziwne, skoro Instagram był jedynym źródłem informacji, że coś takiego powstało.

Wielu z Was udostępniało i przesyłało informację dalej, za co nie potrafię adekwatnie podziękować. To nie była złotówka. Za każdym zamówieniem ebooka, stoi koszt McZestawu powiększonego – to duże wyrzeczenie.


Psycho gadka

Mam problem ze słowem „bezinteresowność”. Sam skład liter mi nie przeszkadza, długi wyraz, ale łatwy do przeczytania. Zastanawia mnie jednak jego znaczenie. Czy naprawdę robienie czegoś bezinteresownie jest tak prawdziwie bez korzyści dla osoby popełniającej akt?

Przekazałam każdą Waszą złotówkę, nie zachowałam dla siebie żadnej prowizji, każda osoba mogła odnaleźć swój nr zamówienia o tutaj , ebook już nigdy nie będzie moim źródłem dochodu, a osoby kupujące obserwują mnie na prywatnym Instagramie, więc nie była to forma reklamy (ewentualnie nieudana). A jednak nie mogę uznać tego za bezinteresowny akt z mojej strony.

Mam z tego olbrzymią satysfakcję, radość i wdzięczność. Mogłam zrobić coś, co na pewno pomoże potrzebującym, ale może i czytającym. Nie potrafię jednak powiedzieć, że te wywołane we mnie uczucia nie są dla mnie korzystne.

Dziękuję i do przyszłego Finału!

Dziękuję na dziś,
signature
Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Iza
7 miesięcy temu

<3 Orkiestra gra!

Poprzedni
16 (nie)głupich pytań do dietetyka i psychodietetyka
Przyprawiona Ekipa wsparła WOŚP, że hej!

1
0
Jestem ciekawa co myślisz, daj znać :)x
()
x